Czerwony Korsarz - cz. VI
Zbliżała się chwila decydująca. Można by rzec, iż czuć było w powietrzu zapach prochu. Wydano zapasową amunicję. Ucichł szmer rozmów. Napięcie wzrastało z każdą minutą. Korsarz powiódł wzrokiem po twarzach swoich ludzi. Były poważne, spokojne, zdecydowane. Wiedział, że go nie zawiodą. Miał jednak wątpliwości co do Wildera i jego dwóch towarzyszy. Pierwszy oficer najbardziej go niepokoił. Nie można mu było nic zarzucić, wzorowo wykonywał swoje funkcje, a jednak czegoś mu brakowało, coś musiało go trapić, widać było po nim, że jest niezdecydowany i czuje się nieswojo.
Korsarz rozejrzał się za Fidem i Scypionem. Stanowili we dwójkę obsługę działa tuż koło rufy. Dowodził oczywiście Fid. Raz po raz rzucał niespokojne spojrzenia na Wildera i okręt, z którym mieli się zmierzyć. Nietrudno było się domyślić, że coś się staremu wydze nie mieści w głowie. Atletyczny Murzyn stał nieruchomy jak posąg. Ale jego wielkie czarne oczy z coraz większym zdumieniem błyskały białkami w stronę Wildera, fregaty i Fida na przemian. Gdy Wilder oddalił się na chwilę, Korsarz skorzystał z okazji i przechyliwszy się przez poręcz górnego pokładu poufale zagadał do Fida.
- Jak tam, panie ogniomistrzu? Zdaje się, że pańskie działo umie przemówić basem.
- Na całym statku nie znajdzie pan piękniejszej buźki, niż u mojej armaty - odparł Fid czule poklepując lufę. - Słuchaj, Afrykański, weź z pół tuzina kul i wydrap na nich gwoździem znak kotwicy. Jak będzie już po wszystkim, ci co przeżyją, pójdą na pokład nieprzyjacielskiego statku i zobaczą, gdzie tam posadziłem kapustę.
- Nie jest to chyba twój chrzest bojowy, ogniomistrzu?
- Niechaj Bóg ma pana w swej opiece, kapitanie! Znam zapach prochu armatniego nie gorzej niż zapach tytoniu. Chociaż, prawdę mówiąc...
- Słucham, słucham.
Fid spojrzał na banderę francuską i godło Anglii w oddali.
- Czasem trochę mi się w głowie kręci. Naturalnie, pan Harry wie, co robi. Powiem tylko tyle, że jak rzucam kamieniami, wolę wybić okno sąsiadowi niż rodzonej matce. Afrykański, oznacz no jeszcze parę kul, żeby nam nie brakło.
Korsarz więcej nie nalegał. Dał znak Wilderowi, by podszedł.
- Dobrze pana rozumiem - powiedział. - Nie wszyscy z tamtego okrętu pana obrazili. Na początek wolałby pan mieć do czynienia z kim innym. Poza satysfakcją niewiele byśmy zyskali w tej bitwie. Szanuję pańskie uczucia i nie będę się z nimi bił.
Wilder potrząsnął głową.
- Za późno - powiedział ze smutkiem.
- Myli się pan. Proszę zejść wraz z paniami i zaczekać w bezpiecznym miejscu. Gdy pan wróci, wszystko będzie wyglądało inaczej.
Wilder powiadomił panią Wyllys i Gertrudę, że Korsarz chce się wycofać, i zaprowadził je na dół, po czym szybko wrócił na pokład.
Sytuacja rzeczywiście zmieniła się nie do poznania. Na maszcie „Delfina” powiewała bandera angielska, oba okręty wymieniały przyjazne sygnały. Z wielkiej chmury żagli nad statkiem Korsarza pozostały tylko bombramsle, reszta zwisała lekko falując na wietrze. „Delfin” płynął prosto na królewską fregatę, która właśnie zwijała żagle, co zapewne było przykrym zawodem dla tego drapieżnika ostrzącego sobie zęby na łatwą zdobycz.
- Musieli się bardzo zmartwić, że zamiast wroga spotkali rodaków. Nigdy do głowy by im nie przyszło, że angielski sztandar może być fałszywy. Diabeł mnie kusi, ale przez wzgląd na pana będę łagodny jak baranek.
Wilder słowem się nie odezwał. Nie było czasu na rozmowę. Okręty były już blisko siebie. Mgła okrywająca fregatę szybko się przecierała odsłaniając działa, bloki, liny, ludzi, nawet ich twarze. Fregata pierwsza się zatrzymała. Gdy „Delfin” znalazł się w odległości kilkuset stóp od niej, zatoczył lekki łuk i zatrzymał się. Wilder zauważył, że Korsarz tak ustawił przednie reje i dziób, by w razie czego mógł szybciej posłużyć się działami niż łatwowierny Anglik.
„Delfin” jeszcze trochę dryfował, gdy z fregaty zawołał ochrypły głos. Pytali o nazwę statku.
Korsarz zrobił oko do Wildera, przyłożył do ust tubę i odkrzyknął. Podał nazwę królewskiego okrętu, odpowiadającego wypornością „Delfinowi”.
- Tak jest! - odpowiedział tamten. - Poznaliśmy was po sygnałach!
Z kolei Korsarz zapytał o nazwę fregaty. Odpowiedzi towarzyszyło zaproszenie, by kapitan złożył na pokładzie fregaty wizytę starszemu rangą